Kadeau

Gdy podbili kulinarnie Bornholm, ich sława błyskawicznie dotarła do Kopenhagi. Poszli za ciosem, a teraz szczycą się już dwoma Kadeau i trzema gwiazdkami Michelin. Artykuł pochodzi z 3/2016 (30) numeru magazynu FOOD & FRIENDS.

Goście i krytycy kulinarni bardzo chętnie odwiedzali Kadeau, gdy restauracja otworzyła swoje podwoje na jednej z plaż Bornholmu w 2007 roku. Cztery lata później Kadeau pojawiło się także w Kopenhadze, gdzie właścicielom udało się odtworzyć bornholmski klimat, choć w zupełnie innym, stołecznym wydaniu.

Restauracja mieściła się w Kopenhadze w kilku różnych miejscach. Liczne przeprowadzki sprawiły, że pozornie dobrze już znany koncept był odkrywany na nowo, a w lokalach, z którymi właścicielom najwyraźniej trudno się było rozstać, powstawały nowe kulinarne inicjatywy. Przykładem mogą być małe bistro Pony, w którym na gości czeka proste skandynawskie jedzenie o bornholmskim charakterze, a także grająca smakami Wschodu restauracja Eldorado, ściana w ścianę sąsiadująca z aktualną odsłoną Kadeau.

kd

Docieramy do Christianshavn przy Wildersgade 10B, gdzie kopenhaskie Kadeau działa od zeszłego roku. Wielkie, prowadzące do lokalu drzwi nie mają klamki ani szyldu, nic nie wskazuje na to, że pod tym adresem może się znajdować znana restauracja. Gdy wrota już się otworzą, każdego gościa wita się tu osobiście – rodzinną atmosferę można więc poczuć, nie przekroczywszy jeszcze progu. Krótki korytarz wiedzie prosto do otwartej kuchni, przez którą przechodzimy do niewielkiej sali restauracyjnej. Wnętrze zaprojektował szef kuchni i współwłaściciel Nicolai Nørregaard, a wspierała go w tym pracownia architektoniczna OEO. Owocem ich pracy jest między innymi ta uderzająco piękna, niemal domowa kuchnia. Motywem przewodnim wystroju jest rzecz jasna Bornholm, o którym przypominają takie materiały jak drewno, granit i kamienie – wszystkie rodem z tej niewielkiej duńskiej wyspy leżącej na Bałtyku.

kd

Grafik Nicolaia, z którym się tu spotykamy, jest naprawdę napięty. Za kilka godzin ma się udać do Budapesztu, gdzie kucharz, z którym pracuje i którego przedstawia nam jako swoją prawą rękę, będzie walczył w prestiżowym konkursie Bocuse d’Or. Nasz gospodarz przyznaje, że czasem trudno mu pogodzić pracę i zarządzanie tyloma restauracjami jednocześnie, a jakby jeszcze było mało, jesienią planowane jest otwarcie lokalu numer sześć.

– No cóż, nie mogę zaprzeczyć, że stanowczo za dużo czasu poświęcam obowiązkom zawodowym – wzdycha Nicolai, ale kontynuuje z uśmiechem. – Na szczęście mam bardzo dużo rąk do pomocy. Sam poświęcam najwięcej uwagi dwóm restauracjom Kadeau, natomiast o pozostałe lokale troszczą się ich menedżerowie oraz head chefowie. Kadeau zajmuje się także mój partner Magnus Høegh Kofoed, zaś na barkach CEO Rasmusa Kofoeda spoczywają najbardziej odpowiedzialne strategiczne zadania – tłumaczy Nicolai. Panowie znają się od dzieciństwa, które upłynęło im na sielskim Bornholmie. Nie dziwi więc, że to właśnie tam rozpoczęli swoją przygodę z gastronomią. Pierwsza restauracja powstała w starym lokalu na plaży, który nie cieszył się najlepszą kulinarną reputacją. Nasi gospodarze niemal własnoręcznie starannie go odrestaurowali i nazwali Kadeau. Oba miejsca, na których szyldach widnieje ta nazwa (na Bornholmie i w Kopenhadze), docenili nie tylko goście, ale także inspektorzy Przewodnika Michelin.

kd

Nicolai jest chyba jednym z niewielu kopenhaskich restauratorów, którzy nie legitymują się wykształceniem kulinarnym. Nigdy nie był też na stażu w żadnym cieszącym się światową sławą lokalu.

– Gotować tak na poważnie zacząłem, gdy ruszyło bornholmskie Kadeau. Przygotowywanie jedzenia zawsze sprawiało mi dużą frajdę, nie mogło zresztą być inaczej, wszak pochodzę z rodziny o gastronomicznych tradycjach. Wcześniej pracowałem u mojego wujka w znanej wędzarni – jednej z licznych i jakże charakterystycznych dla mojej rodzinnej wyspy. Serwowaliśmy tam najlepsze wędzone ryby, a początki działalności przypadają na wczesne lata 50. XX wieku. Niestety, gdy wujek odszedł przed pięcioma laty, odeszło i to wspaniałe miejsce. Nigdy nie zapomnę czasu, kiedy z nim pracowałem. Nauczyłem się bardzo wiele o samym rzemiośle i o tym, jak ważne jest, żeby wszystko było możliwie najwyższej jakości. A jeśli chodzi o moich pozostałych krewnych – dziadek był kucharzem, a jego ojciec rzeźnikiem. Pokazywali mi wszystko, czego sami się kiedyś nauczyli, a moje zainteresowanie gotowaniem wciąż rosło, aż w końcu pasja przerodziła się w sposób na życie i biznes.

kd

Ojciec i żona Nicolaia, którzy nadal mieszkają na Bornholmie, są także członkami załogi tamtejszej Kadeau.

– Niemal co tydzień przysyłają nam do Kopenhagi produkty, które przygotowują na bazie tego, co rośnie dziko na wyspie albo w naszym ogrodzie. Nie brakuje nam więc najrozmaitszych przetworów, olei czy syropów. Bornholmska przyroda jest niezwykle czysta i bogata, w sezonie mamy więc wszystkiego pod dostatkiem. Liczne produkty są tam lepsze i ciekawsze od ich kontynentalnych odpowiedników, ponieważ na wyspie lato trwa nieco dłużej. Wszystko lepiej rośnie i dojrzewa, na przykład figi lub morwa, których nie sposób znaleźć w pobliżu stolicy.

Spośród 80 osób, które pracują z Nicolaiem i jego partnerami, aż 15 pochodzi z Bornholmu.

kd

– Bornholm mamy wpisany w nasze DNA i chcemy, żeby wszyscy pracownicy zrozumieli, na czym to polega. Dlatego każdego lata wysyłamy nasz zespół na pięć tygodni do Kadeau na wyspie. Staramy się zawsze tak to zaplanować, żeby pobyt przypadał na szczyt sezonu. Wyspa przeżywa wówczas prawdziwe oblężenie turystów, więc wszystko dobrze się składa, bo tamtejsza ekipa ma wsparcie na przykład przy robieniu przetworów, kopenhażanie natomiast wiele się uczą i poznają to, co będą serwować na talerzach jesienią i zimą. O tym, że nie próżnujemy, świadczy chyba najlepiej fakt, że co roku wysyłamy stąd do Kopenhagi sześć ton jedzenia. Nawet dosłownie jest to więc ciężka praca.

kd

– Choć Kadeau na Bornholmie i w Kopenhadze wiele łączy, jedzenie serwujemy w obu miejscach w różny sposób. W stolicy mamy osiem stolików, przy których łącznie zmieści się dwudziestu czterech gości. Mogą oni skosztować 20-daniowego menu degustacyjnego, do którego dopasowany jest wybór win lub soków. Kadeau w wyspiarskim wydaniu jest z kolei o wiele mniej zobowiązującym lokalem, to przecież wciąż raczej restauracja letniskowa. Znajdzie się tu miejsce dla sześćdziesięciu gości, którzy mogą przyjść nawet w klapkach, bardzo mile widziane są także dzieci.

kd

– Pierwsza gwiazdka Michelina przywędrowała do Was do Kopenhagi w 2013 roku, natomiast w tym roku inspektorzy Czerwonego Przewodnika przyznali ją również Kadeau na Bornholmie. Jak się z tym czujecie?

– Fantastycznie, ma się rozumieć! Jesteśmy z tego naprawdę bardzo dumni. Choć i zaskoczeni: bo jak to, gwiazdkowa restauracja z toaletą na zewnątrz? – śmieje się Nikolai. – Na Bornholmie zawsze mogliśmy się trochę zaszyć i robić dokładnie to, na co akurat mieliśmy ochotę. Wiemy, że przygotowujemy niezłe jedzenie, ale wcześniej mogliśmy mieć dosłownie nogi zamoczone w wodzie i jednocześnie pracować. Gwiazdka Michelina sprawiła, że nie jesteśmy już tacy niewinni. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby nam się to nie podobało – podsumowuje gospodarz.

– Na początku często się zastanawialiśmy, co nam, świeżo upieczonym gwiazdkowym laureatom, wypada, a czego nie wypada. Na szczęście szybko się opamiętaliśmy, dochodząc do wniosku, że przecież wyróżnienie przywędrowało do nas za to, czym się zajmujemy na co dzień. Na pewno nie będziemy nerwowo wypatrywać kolejnej gwiazdki w Kadeau Bornholm. Będziemy po prostu robić to, co do tej pory, a makaron po bolońsku dla dzieci na pewno nie zniknie z naszej karty – śmieje się Nicolai.

kdkd

Jednak Bornholm to już nie ta sama wyspa co jeszcze dwadzieścia, trzydzieści lat temu. Kiedyś królowali tu rybacy i dlatego słynął z doskonałych ryb. Niedawno pojawił się tu jednak poważny problem, są nim foki... Dużą część zakładów przemysłu rybnego zamknięto, ponieważ nie wstrzymały presji ze strony tej nietypowej konkurencji.

– Latem wokół wyspy pływa około 100 000 fok, jeśli więc się nie mylę w moich szacunkach – tłumaczy nasz gospodarz – jedna foka zjada taką samą liczbę ryb, jaką rybak wyławia przez cały rok. Dlatego obecnie na połów wyrusza co najwyżej trzydziestu rybaków. W wodzie są co prawda flądry, po które foki sięgają bardzo niechętnie, ale nie zmienia to faktu, że utrzymać się z rybołówstwa jest dziś niezwykle trudno.

kd

– Na Bornholmie nie ma już też rzeźni – wszystko odbywa się na Zelandii. Sytuacja ma się jednak wkrótce zmienić, ponieważ ruszyła budowa rzeźni, której powstanie wspieramy. Na brak świetnych produktów nie możemy narzekać, a bornholmska wołowina i jagnięcina są po prostu doskonałe.

Niebawem o kilka hektarów powiększy się także pole uprawne, którym opiekuje się ojciec Nicolaia. – Na razie robimy to głównie z myślą o restauracjach Kadeau, ale w przyszłości skorzystają też na tym pozostałe nasze lokale.

kd

– Produkujemy też soki, które sprzedajemy zarówno na Bornholmie, jak i w Kopenhadze. Rocznie około miliona butelek. I choć nie przynosi to nam jakichś powalających zysków, zajmujemy się tym, ponieważ naprawdę to lubimy, a dodatkowo daje to także pracę osobom niepełnosprawnym.

– Sporo się dzieje, bo we wrześniu na wyspie powstanie kolejna, już siódma restauracja...

– Od dawna nosiliśmy się z zamiarem otwarcia na Bornholmie restauracji, która działałby przez cały rok – wyjaśnia restaurator. – Problemem był jednak personel, którego stale brakowało. Teraz pojawiła się szansa, ponieważ mamy bardzo zdolnego kucharza sommeliera, który zakłada rodzinę i planuje powrót na wyspę. Będzie to całkiem nowy koncept, a lokal powstanie w hotelu. Swobodniejszy styl, nie do końca typowy steak house, ale coś w tym klimacie. No i na pewno nasze bornholmskie produkty, tak dobre, jak się tylko da.

kd

I choć w linii prostej z Bornholmu bliżej jest do Kołobrzegu niż do Kopenhagi, to – co może dziwić – Nikolai jeszcze nigdy nie odwiedził Polski. Nie mogliśmy więc przepuścić okazji, by namówić go na wizytę, i to koniecznie jeszcze w tym roku. Nie musieliśmy go długo przekonywać, a szczegóły poznacie już wkrótce.

www.kadeau.dk

TEKST: CAMILLA HULTQVIST
ZDJĘCIA: MAŁGORZATA OPALA
ZDJĘCIE BORNHOLM: NICOLAI NØRREGAARD

Artykuł pochodzi z 30 numeru magazynu FOOD & FRIENDS