Komu zadać bobu?

Gotowanie bobu jest nieco czasochłonne i wymaga trochę cierpliwości, ale przecież dobrze wiemy, że warto się w nią uzbroić. 

Nasiona bobu mają zapewnione pełne wygody, by mogły się bezpiecznie rozwijać. Umoszczone są w długim strąku na gąbczastej podściółce, a każde ma dużo miejsca wokół siebie. Konsekwencją takiego luksusu nie może być nic innego niż wyjątkowy smak, na który tak bardzo wszyscy czekamy przez cały rok. Nim będziemy się nim delektować, czeka nas jednak niełatwa droga. Gotowanie bobu jest nieco czasochłonne i wymaga trochę cierpliwości, ale przecież dobrze wiemy, że warto się w nią uzbroić.

Nigdy nie zapomnę mojej pierwszej styczności z bobem. Nie miałam wtedy pojęcia, że po ugotowaniu każde nasionko należy wydobyć z twardej łupinki. Szybko zdałam sobie sprawę, dlaczego zadanie to przypada praktykantom… Równocześnie zrozumiałam też, że ta żmudna praca jest warta zachodu, obcowałam bowiem z jedną z najsmaczniejszych roślin strączkowych, z którą może konkurować co najwyżej fasolka szparagowa, również świetna o tej porze roku. Wróćmy jednak do bohatera tego tekstu, któremu nie brakuje ani urody, ani dobrej figury. To zgrabne warzywo doskonale się sprawdzi w połączeniu z posiekaną szalotką, tymiankiem i masłem – taki zestaw to idealny dodatek do dań rybnych. Bób warto też przygotować według jednego z przedstawionych tutaj przepisów, czyli z miętą, ricottą i parmezanem. To bardzo wdzięczne warzywo, które współgra zarówno z delikatniejszymi, jaki i nieco mocniejszymi smakami.

Bób należy do najstarszych warzyw uprawnych, a w Szwecji znany był już w XIII wieku. Wyka bób, bo tak brzmi jego pełna botaniczna nazwa, pochodzi z południowo-zachodniej Azji. Gorąco polecam uprawianie go w przydomowych ogródkach, dzięki czemu można go będzie mieć na wyciągnięcie ręki także w sierpniu i wrześniu. Nie przejmujcie się, jeśli strączki pokryją się małymi, ciemnymi plamkami albo lekko zwiotczeją – nie ma to najmniejszego wpływu na ukryte w nich pyszne nasiona.

Bób nie zawsze miał jednak dobrą prasę, w dawnych czasach kojarzono go ze śmiercią i chorobami. Według ludowych wierzeń wyblakłe liście rośliny zwiastowały śmierć jednego z domowników. U Franków bób wchodził zaś w skład dań serwowanych w trakcie uroczystości żałobnych, wkładano go też do trumien jako „pokarm dla duszy”. W pierwszej połowie ubiegłego wieku bób jadało się na co dzień, najpewniej nie obierając go z łupinki, ale na szczęście to już tylko trudna do strawienia przeszłość…

TEKST: MALIN ANDERSSON
ZDJĘCIA: DAVID BACK

Powiązane